Platforma Komunikacyjna Krakowa

"Komunikacja miejska ma być dla ludzi, nigdy na odwrót"
Teraz jest 19 cze 2018, o 07:00

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 19 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
PostNapisane: 20 wrz 2014, o 07:48 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 wrz 2009, o 08:45
Posty: 994
Lokalizacja: Kraków NH
Dokładnie, pamiętam koleżankę z klasy w liceum, którą nauczyciel angielskiego litościwie przepchnął w ostatniej klasie, maturę z angielskiego zdala na naciągane 30%. Potem nastąpił boom wyjazdów i ona też wyjechała i po pół roku w Londynie poszła do szkoły jakiejś policealnej tam, z zajęciami prowadzonymi po angielsku. To był naprawdę pierwszy moment tych wyjazdów (2006-2007r.), więc nie było tam jeszcze tyle rodaków, którzy pomagali ogarnąć się po przyjeździe, tylko trzeba było radzić sobie samemu. Kopnięta w tyłek przez życie musiała nauczyć się języka i poszło jej świetnie.
Nauka języków obcych w szkole to naprawdę porażka. Ja po 6 latach nauki 1-2 razy w tygodniu niemieckiego umiem się przedstawić i policzyć do 10 oraz powiedzieć "dzień dobry". "Do widzenia" już nie jestem pewna. Z angielskim trochę lepiej bo i zajęć było więcej, nauczyciele lepsi i nie zmieniali się co pół roku jak od niemieckiego, ale i tak najwięcej dały mi 2 lata kursu metodą Callana i oglądanie zagranicznych seriali z napisami :-)

_________________
Rozwinięte miasto to nie takie, w którym biedni jeżdżą samochodami. W rozwiniętym mieście bogaci podróżują komunikacją publiczną - Enrique Penalosa.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 20 wrz 2014, o 10:52 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 19 wrz 2009, o 08:40
Posty: 6153
Lokalizacja: Romilly-sur-Seine
kandela napisał(a):
Tu się chyba nie zgodzimy. Jedne z najcenniejszych lekcji, które pamiętam z całej szkoły, to był polski w liceum, a to za sprawą rewelacyjnego polonisty. Wiadomo, ortografii trzeba nauczyć najpóźniej gimnazjalistów, ale wiedzę o języku i literaturze trzeba uzupełniać jak najdłużej się da. Nie można okroić wymiaru godzin nauki języka polskiego. Prawdopodobnie zabrzmię jak stara prukwa, ale trochę nie podoba mi się, kiedy słyszę, że ktoś szczyci się tym, że nie czytał lektur, jednak one po coś są. Och, no i część z nich jest doskonała.
A poza tym - dopóki istnieją zupełnie dorośli ludzie, którzy nie radzą sobie z napisaniem głupiego podania, dopóty lekcje polskiego do końca liceum mają swoje uzasadnienie.

Ja tam się całkowicie zgodzę z CzynDobro4Fun. Niestety w polskiej szkole lektury są starannie dobrane w ten sposób, żeby młodego człowieka zniechęcić do czytania, żeby mu pokazać, że słowo pisane jest koszmarnie nudne, że czytanie to aktywność dobra dla intelektualnych masochistów, etc. Podejrzewam, że gdyby nie fakt, że ojciec zaszczepił we mnie miłość do książek jeszcze zanim zetknąłem się z wypaczającym działaniem szkoły, to dzisiaj – po tych wszystkich „Dziadach”, „Panach Tadeuszach”, „Nad Niemnem”, „Ludziach Bezdomnych” i spółce, cierpiałbym na ciężką awersję do lektury. W sumie lektury obowiązkowe, które mi się spodobały, daje się wyliczyć na palcach u rąk.

Ponadto pojawia się też drugi aspekt, o którym wspominał Cukier. Forma lekcji. Niestety, ale w większości przypadków lekcje polskiego jako dziwo przypominają lekcje prowadzone przez Bladaczkę w „Ferdydurke” Gombrowicza... Jednym słowem od lat trzydziestych ubiegłego wieku, kiedy to Gombrowicz napisał swoją powieść, NIC się nie zmieniło. „Dlaczego Słowacki wzbudza w nas zachwyt i miłość? (…) Dlatego, panowie, że Słowacki wielkim poetą był!”*... Zero marginesu na własną interpretację, zero marginesu na własną opinię, na własną ocenę. Programowo zachwycamy się, bo polonista każe nam się zachwycać... Programowo wkuwamy interpretacje podane przez polonistę, bo przecież polonista wie najlepiej, co autor miał na myśli... Cytując Profesora z „Operetki” Gombrowicza: „Rzyg, rzyg, rzyyyg!”.

Uwielbiam czytać. Dużo czytam. W ciągu minionego miesiąca pochłonąłem „Złego” Tyrmanda, „Trans-Atlantyk”, „Iwonę księżniczkę Burgunda”, „Ślub”, „Operetkę” i „Ferdydurke” Gombrowicza, „Einvígið” Arnaldura Indriðasona, „Władcę Liczb” Krajewskiego i prawdopodobnie coś jeszcze, czego sobie teraz nie przypominam. Ale zdecydowanie ta pasja nie została zaszczepiona przez lekcje polskiego w szkole, wręcz przeciwnie, szkoła zrobiła wszystko, by mnie do lektury zniechęcić.

* - cytat z „Ferdydurke” rzecz jasna
CzynDobro4Fun napisał(a):
Może miałem pecha, ale poza omawianiem lektur, które jak dla mnie nie miało w 90% przypadków żadnego sensu, nie robiliśmy niczego innego. Jakbyśmy uczyli się pisać podania, czy listy motywacyjne, czy jeszcze coś innego, to jeszcze rozumiem, ale to jest góra 2h tygodniowo.

Popieram w całej rozciągłości.
CzynDobro4Fun napisał(a):
Wolałbym, żeby do liceum wróciły całki i żeby fizyka nie była kpiną w wymiarze 1h-2h tygodniowo. (...)

Również popieram. Ostatnio przeraziłem się, jak od znajomych mieszkających w Polsce dowiedziałem się, że z programu licealnego wyleciało nawet różniczkowanie. To jak u diabła zrozumieć na fizyce zależności pomiędzy przyspieszeniem, prędkością i drogą, jeśli nie umie się różniczkować? Tragedia.

Pozdrawiam!
LOKI

_________________
Komunikacja miejska ma być dla ludzi. Nigdy na odwrót.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 20 wrz 2014, o 14:48 
U mnie na studiach babka z angielskiego uczyła nas jak jest oko, nos ,uszy itd. To jest dopiero kpina , bo każdy zdał maturę jeśli znajduje się na studiach ( wiadomo ,że matura ma wyższy poziom od tego co nas uczy ta babka). Jakby ktoś zobaczył moje cudowne notatki to by pomyślał ,że jestem w przedszkolu lub 1 klasie szkoły podstawowej. Jedynie co było ciekawe na tych zajęciach to widok linii zastępczej 704 (T. Bagatela >> Bronowice ). O WFie to nawet szkoda gadać, chodzimy sobie do ZOO , więc nasz pan od WFu swoim pomysłem robi zapełnienie w 134. :wall:


Góra
  
 
PostNapisane: 21 wrz 2014, o 10:42 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 15 wrz 2009, o 15:59
Posty: 5975
Lokalizacja: Kraków - Borek Fał.
Locutus napisał(a):
Ja tam się całkowicie zgodzę z CzynDobro4Fun. Niestety w polskiej szkole lektury są starannie dobrane w ten sposób, żeby młodego człowieka zniechęcić do czytania, żeby mu pokazać, że słowo pisane jest koszmarnie nudne, że czytanie to aktywność dobra dla intelektualnych masochistów, etc.

Mam podobne odczucia. Z resztą, jestem na tyle specyficzny, że mało książek mnie interesuje. Jedyna książka z tych, które przerabialiśmy jako lektury, którą w miarę dało się przeczytać, to "Pan Samochodzik" oraz "O psie który jeździł koleją" i była to chyba trzecia albo czwarta klasa podstawówki. :xP
Locutus napisał(a):
Podejrzewam, że gdyby nie fakt, że ojciec zaszczepił we mnie miłość do książek jeszcze zanim zetknąłem się z wypaczającym działaniem szkoły, to dzisiaj – po tych wszystkich „Dziadach”, „Panach Tadeuszach”, „Nad Niemnem”, „Ludziach Bezdomnych” i spółce, cierpiałbym na ciężką awersję do lektury. W sumie lektury obowiązkowe, które mi się spodobały, daje się wyliczyć na palcach u rąk.

Akurat ja mam ten problem, że nienawidzę czytać i w cale nie spowodowały tego lektury szkolne (choć one mnie utwierdziły, że nie warto). Z powyższych lektur nic nie wyniosłem, a żeby zrozumieć "Pana Tadeusza" musiałem się nawalić jak Mickiewicz :lol-sweat:
Locutus napisał(a):
Uwielbiam czytać. Dużo czytam.

Ja ostatnio oswajam się z czytaniem poprzez biografię i autobiografię znanych osobistości: Jestem na etapie podniecania się "Ja, Ozzy" i "Zaufaj mi, jestem doktor Ozzy". Mimo, iż obie zawierają poważne sytuacje i opisy, to całość sprawia niebagatelną (wręcz epicką) atmosferę komedii i takie książki uwielbiam najbardziej.
Locutus napisał(a):
Również popieram. Ostatnio przeraziłem się, jak od znajomych mieszkających w Polsce dowiedziałem się, że z programu licealnego wyleciało nawet różniczkowanie. To jak u diabła zrozumieć na fizyce zależności pomiędzy przyspieszeniem, prędkością i drogą, jeśli nie umie się różniczkować? Tragedia.

Tylko po co? Dla mnie w ogóle powinno być rozdzielone to inaczej (jak z przedmiotami zawodowymi). Jeżeli ktoś chce kontynuować naukę na studiach, to obiera dodatkowe zajęcia i jest gotowy na to, jeżeli ktoś chce zakończyć naukę po szkole średniej (mam dyplom technika, to mi wystarczy ewentualnie do tego z Logistyki będę chciał jeszcze jeden dorobić, osobny z Transportu).
Po co ja mam się tego uczyć, jak tego nie wykorzystam w życiu w ogóle? :hmm:

_________________
Obrazek
Obrazek
Ich will dass ihr mir vertraut
Ich will dass ihr mir glaubt
Ich will eure Blicke spüren
Jeden Herzschlag kontrollieren


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 19 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL